Nareszcie Utah

IMG_3649

dzień dziewiąty – nie wiemy czy klima działa – bo warunki pozwalają nam testować ogrzewanie (nagrzewnica na tył działa), oleju nie ubywa, spalanie w normie, na zaśnieżonej i oblodzonej autostradzie przez Góry Skaliste, auto jedzie jak czołg, większość zakłada łańcuchy, my zdejmujemy nogę z gazu.

dzień dziesiątyzjazd z 3500m  do 1800m, a tym samym powrót do cieplejszej strefy klimatycznej – utwierdza nas w przekonaniu, że klima jednak działa i że warto pytać na stacji o polecane lokalne restauracje, chyba nie zniosiemy kolejnego IHOPa czy innej sieciówki przy-autostradowej.

Z cyklu człowiek uczy się całe życie: postój pod supermarketem (zatłoczonym) uświadamia nam, że jednak jesteśmy w nieco innej rzeczywistości niż nasz piękny kraj. Zwyczajowo do bagażnika wrzucamy co cenniejsze przedmioty nim pójdziemy np. do sklepu. Tak też było i tym razem, plecak z aparatem, iPad, część dokumentów wszystko to wrzucone na podłogę bagażnika, na wierzch paczka pampersów (kamuflaż wanna be) guzik w pilocie – pi pi – i idziemy…

powrót ze sklepu – kluczyki jak zwykle schowane w tej kieszeni, że nie sposób po nie sięgnąć uprzednio nie odstawiając szesnastu reklamówek i dwóch zgrzewek wody na ziemię (to musi być naukowo udowodnione, zawsze to co jest potrzebne, (kluczyki i porfel) znajduje się na samym dnie, po drugiej stronie w miejscu gdzie nigdy byśmy tego nie schowali, bo przecież zawsze wrzucaliśmy to w inne miejsce). Małżonka wykazała więcej wiary w moje możliwości wydobycia pilota z przepastnej kieszeni i od razu łap za klamkę tylnej klapy… Otwarte.  Nerwowo rozglądamy się wokół i sprawdzamy co zginęło… Jak się okazuje wszystko jest na swoim miejscu, nikt się nie włamał, a my od zakupu jeździliśmy z otwartym bagażnikiem – bo siłownik centralnego zamka nie bardzo chciał współpracować. Fakt faktem, SUV klasy premium ostatni raz wyglądał premium w 1998roku, ale jak to się mówi okazja czyni złodzieja i strata aparatu czy tableta byłaby bolesna. Na szczęście nikt nas nie chciał okraść, a my przez zbytnie zaufanie do japońskiej technologii przyjęliśmy za pewnik, że skoro drzwi się ryglują to i bagażnik…

Po przygodzie tej obserwujemy w małych miejscowościach, że miejscowi często nie zamykają samochodów, a czasem nawet zostawiają je zapalone, żeby klimatyzacja chłodziła wnętrze podczas ich wizyty np w sklepie. Dziwny kraj…

Kolejne mile na liczniku zasiewają coraz więcej wątpliwości co do sensu wyjazdu. Dzieciaki mają dość, te 6-7 godzinne odcinki podzielone na mniejsze kawałki wystawiają na próbę nie tylko małżeństwo ale i stosunki rodzic-dziecko. Lojalnie ostrzegamy planujących wyjazd tego rodzaju – nie są to łatwe sprawy i bez środków farmakologicznych (dla wszystkich) trudne do zarządzenia. Jako, że bierzemy tą nerwowość na klatę to obywa się bez pigułek i ziółek uspokajających, a każdy postój powoduje niewysłowioną radość całej załogi. Trafiły się nam aktywne dzieciaki, więc temperowanie ich poprzez przypinanie do fotelika jest oczywistym ograniczeniem swobód obywatelskich. Mamy cichą nadzieję, że trzy dni w samochodzie nie odciśnie zbyt dużego piętna na ich psychice. I że nikt nam nie odbierze praw rodzicielskich w myśl jakiejś klauzuli sumienia, i co najważniejsze, że zapomną tą część wakacji.

Gęby nam się cieszą gdy tylko mijamy tablicę z napisem Utah i zaczynają się klimaty dla których tu nas ciągnęło…

FUE_1519

FUE_1617

FUE_1672

FUE_1765

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *