Arches – ile razy nas jeszcze zadziwi?

IMG_3848

Tuż po przyjeździe do Moab zadekowaliśmy się do jednego z moteli blisko centrum, co prawda nie serwowali śniadań jakie to zwykle są na wyposażeniu takich przybytków (zdjęcie poglądowe poniżej), ale było blisko do jadłodajni z prawdziwym jedzeniem.

IMG_4163

Stratę tą niepowetowaną staraliśmy się utopić w milionie darmowych dolewek brązowej cieczy, nie wiedzieć czemu zwanej po tej stronie globu kawą, będącej na wyposażeniu już płatnego śniadania w jednym z grill-barów.

Ilość serwowanego jadła pozostała na niezmienionym poziomie od czasu naszej poprzedniej wizyty w Stanach (półtora porcji na całą rodzinę to aż za dużo) z tą tylko różnicą, że ceny wzrosły dość znacznie przez te kilka lat.  Nasz ostatnio stoczony w ojczyźnie bój z pszennym brzuchem wspierany porannym bieganiem (ta druga fanaberia dość szybko została zakończona bo mój osobisty trener o swojsko brzmiącym nazwisku Pie…l To Nie Wstawaj miał inny pomysł na budowanie formy) spowodował wyraźne skurczenie żołądka. Narząd ten jest bardzo ważny, zwłaszcza jak się nie jeździ na all-inclusive bo trzeba za wszystko płacić – dlatego to chyba nasz ostatni wyjazd tego typu. Jedzie człowiek i jedzie, czasem słońce czasem deszcz (ze śniegiem), wszystko w dolarach wycenione, a na dodatek drogi dziurawe i trzęsie i na każdym kroku trzeba wyciągać portfel, a w takim Egipcie opaska na przegubie i sruuu do baru przy basenie, przy odrobinie szczęścia biuro bankrutuje i można parę dni dłużej na wywczasie pobyć.

Marzenia o all-inclusive odłóżmy na później, tymczasem robimy sobie zapoznawczy spacer po Arches, pogoda w niczym nie przypomina tego co zostawiliśmy po tamtej stronie Gór Skalistych, co tu zresztą opisywać jest jak widać na zdjęciach poniżej.

Dzieciaki, co trzeba przyznać, całkowicie odmienione. Antek zadowolony w nosidle, widać że mu się podoba. Skończyło się narzekanie, jest za to dużo śmiechu, oglądania, próby zjedzenia kamienia, złapania mrówki i słodki sen u ojca na plecach, i to na tych najbardziej stromych i technicznych odcinkach szlaków. Marta okazuje się całkiem wprawnym piechurem, ponad pięć kilometrów pierwszego “chodzonego” dnia. Im trudniej tym lepiej, strach będzie puścić juniorkę na samodzielne wakacje, ambicje rozpierają, albo to po prostu kumulacja tej złości z siedzenia na tyłku przez parę tysięcy mil.

FUE_2161

FUE_2173

FUE_1556

FUE_1563

FUE_1569

FUE_1572

FUE_1588

IMG_0224

IMG_3700

2 Responses to Arches – ile razy nas jeszcze zadziwi?

  1. Vera says:

    Z radością zauważyłam, że znowu wyjechaliście na dłużej 😀 Jak wcześniej jestem zachwycona zdjęciami, dystansem do siebie i poczuciem humoru “ojca”, a także przede wszystkim wiarygodną relacją z podróży rodziców z dwójką dzieci 🙂 Uwielbiam Was czytać w czasie mojej porannej kawy, gdyż doskonale nastraja mnie na cały dzień (więc proszę piszcie codziennie!!;))).

    Powodzenia i pozdrowienia dla całej czwórki! 🙂

  2. Purchawa says:

    Co tu duzo mowic… Pasji nie da sie opisac slowami.
    Mariusz, jednak tak jak juz dawno mowilem. Jak nie wydasz cokolwiek, co uwieczni dla potomnosci Wasze spelnienie marzen, to historia ludzkosci badzie miala braki…
    Tylko cos zdjecia ostatnio jakosciowo, jakbyc slabsze. Chyba przy dwojce dzieci, czasu jakby mniej. 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *