A więc po to tutaj przyjechaliśmy…

UTH_2712

Narastający warkot nie nastrajał nas zbyt optymistycznie, jednak ślepa wiara w japońską mechanikę z czasów gdy samochód był samochodem a samuraj samurajem, a piwo miało w sobie chmiel i słód nie dopuszczała jednej z tych najbardziej katastroficznych projekcji zbliżającej się przyszłości.

Parliśmy przed siebie co rusz podkręcając radio (cymbał opracowujący sposób obsługi radia Pionner ma przechlapane u nas) i podziwiając widoki.

Czasami nawet jakąś słit focie sobie strzeliliśmy.

UTH_2361

 

UTH_2364

 

UTH_2353

Trochę nie po kolei będzie wspomnieć o malowniczej trasie nr 12, którą to mogliśmy tym razem pokontemplować w spokoju i bez pośpiechu, w końcu to raptem parę mil od Escalante, a jak już się nacieszyliśmy postanowiliśmy przypomnieć naszej furze klasy premium po co ma wysokie terenowe zawieszenie i napęd na cztery koła. Do tego celu wybraliśmy Cottonwood Canyon Road.

UTH_2253-2

UTH_2255

Przemilczę jego urzekające walory terenowe i widokowe, bo jeszcze ktoś mógłby zażądać od nas zwrotu kosztów paliwa. Wypada jednak fakt ten odnotować, gdyż kilkadziesiąt mil tarki dał nam w kość (mimo znacznego zmniejszenia ilości powietrza w kołach – bilans ciśnienia u nas pozostał niemal bez zmian bo dzieciaki spały a mi i Reni rosło grubo ponad normę).

Jak już wysłuchałem po raz setny gdzie moja Najdroższa Żona ma te wakacje, mnie za przewodnika i kurz spod kół, wyjechaliśmy na asfalt.

Rzecz jasna miałem w rękawie jednego asa, którym chciałem małżonkę (wspominałem już że Najdroższą?) przekonać do mojego pomysłu na wakacje. Tymczasem dotoczyliśmy się do Page jako naszego kolejnego przystanku. Po drodze kuken-luken na tamę, która zamieniła okoliczne tereny w wielkie jezioro (Lake Powell drugi największy sztuczny zbiornik w tym kraju rzeczy dużych, wielkich i wielgachnych).

UTH_2422

UTH_2425

Już we wcześniejszej notatce było parę fotek z kanionu szczelinowego (Spooky Gulch). Ale jako, że było to miejsce tylko moim własnym przeżyciem (reszta została na placu zabaw – w sumie każdy ma swój park rozrywki) to postanowiłem odwiedzić po raz kolejny kanion Antylopy.

Jako, że miałem kiedyś okazję być w kanionie górnym  (Upper znaczy się) do którego dostać się można tylko ze zorganizowaną grupą w towarzystwie przewodnika ze szczepu Navajo, to pojechaliśmy do kanionu dolnego (Lower), gdzie dojeżdża się samodzielnie – choć zwiedzanie jest również w towarzystwie lokalnego przewodnika.

Na pytanie, który fajniejszy ciężko odpowiedzieć, ale wydaje się, że tym razem zwiedzania było nieco więcej i panował mniejszy rygor w przesuwaniu się wewnątrz kanionu. Ale równie dobrze mogło to być zakrzywienie czasoprzestrzeni z uwagi na potomstwo, które wpadało w różne nastroje zwiększając doznania natury estetycznej.

Oczywiście nie udało się wejść do kanionu z marszu, ale czas w oczekiwaniu na naszą turę spędziliśmy z Martą na rzeźbieniu w skamieniałych bryłach piachu. Dłutem był patyczek i palec (jednego z nas – w zależności jaki był zamysł artysty).

IMG_4188

Kanion szczelinowy ma to do siebie że guzik widać z zewnątrz, idzie się po skale równolegle do tego tworu natury widząc tylko delikatne pęknięcie.

UTH_2674

potem dochodzi się do kilku par schodków, które prowadzą nas wgłąb skały…

UTH_2511

a potem…

UTH_2595

UTH_2642

UTH_2653

IMG_0466

Pobyt w Page nie byłby “skończony” gdyby nie jedno miejsce gdzie rzeka Kolorado, przez parę lat (no może trochę więcej) wycięła w skale coś na kształt końskiej podkowy.

Nie wiedzieć czemu poprzednio całkowicie przeoczyliśmy tą atrakcję, jednak tym razem udało się odnaleźć to miejsce (wystarczyło jechać za dziesiątkami samochodów z wypożyczalni). Wszyscy oni jak widać na poniższym obrazku to rasowi fotografowie czekający na swoje zdjęcie życia, układ światła i cieni, a może i na jakiegoś nieuważnego turystę spadającego w dół (zero barierek).

IMG_4090

IMG_4091

Czy warto było narażać życie? To już każdy sam musi ocenić – my mamy zdjęcie z ajfona na krawędzi 🙂

IMG_4145

i nie tylko…

UTH_2456

IMG_4102

Potem została nam już tylko nudna jazda w kierunku północno wschodnim…

UTH_2719

 

UTH_2712

IMG_0531

UTH_2707

UTH_2703

UTH_2702

UTH_2690

8 Responses to A więc po to tutaj przyjechaliśmy…

  1. Kasia says:

    Matko z ojcem, jakie widoki! Albo inaczej, nie tyle widoki, co Wasze ich zdjecia! Miodzio!

  2. To jest właśnie to miejsce, a raczej miejsca do których marzę kiedyś dotrzeć. Jesteście niewiarygodni i nie mogę się na Was napatrzeć. Tak się bierze życie w swoje ręce. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Magda says:

    Wow!!! Wracam oglądać zdjęcia. Świetne! A jak dzieciaki, zachwycone?

  4. Tomasz Dopieralski says:

    Niesamowite zdjęcia, naprawdę niesamowite. Jedyne co mi przychodzi do głowy to zadrość, którą czuję 🙂 Naprawdę zazdroszczę Wam!

  5. […] też pokazać na co tak właściwie patrzy owa dziewczyna, chociaż lepsze zdjęcia znajdziecie u “W pogoni za szczęściem” (ciężko objąć całe zakole, bo człowiek stoi na krawędzi i ciężko mu ogarnąć całość […]

  6. Zdjęcia zapierają dech w piersiach! Niesamowite!!!

  7. Marek says:

    Widoki normalnie zapierające dech w piersiach. Każdy by chciał pewno zobaczyc na żywo.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *