Kierunek południe

DSCF4607

Od zawsze zadziwiał mnie fenomen Chorwacji i niezliczone grono miłośników tego kraju. Fora miłośników, portale wielbicieli, zachwycanie się Korlovacko czy Ożujsko, analizowanie podwyżek cen winietek na trasie czy szukanie stacji z tańszym paliwem.
Dawno temu (to takie określenie czasów przedcieciowych) i my popełniliśmy jakiś wypad majowy do Dubrovnika z objazdem Czarnogóry, i nie powiem złego słowa o kraju, ale też nie powiedziałbym żeby każdy swój wolny tydzień chciał spędzać w Cro. Nie wspomnę już o tym aby miała Chorwacja trafić na listę corocznych rytuałów wakacyjnych jak czyni większość wspomnianych na początku miłośników.

Jako, że nasze europejskie eksperymenty demokratyczne na Bliskim Wschodzie nieco wymknęły się spod kontroli i mapa kierunków wyjazdów rodaków mocno opustoszała (podobnie jak i innych nacji starego kontynentu), to pewne było, że nie będziemy osamotnieni. Fakt ten wpłynąć miał również na wygląd naszego portfela po powrocie i nawet pozytywna decyzja w temacie 500+ niewiele w tym temacie zmieniła.
To co dobre w tym wyjeździe to fakt, że konkretne miejsce docelowe zostało narzucone nam odgórnie przez znajomych, z którymi jechaliśmy i którzy już wcześniej zarezerwowali popularnego w tych miejscach “mobil home’a” na jednym z dużych pól kempingowych, poszukaliśmy po prostu najlepszej oferty w pobliżu i tyle było z wyboru. Teraz pozostało tylko odpowiednio skomponować listę wycieczek fakultatywnych – bo ile można siedzieć na ogromnym polu kempingowym?

Przez dwa tygodnie bazą wypadową miały być okolice Novigradu na wybrzeżu Istrii czyli w północnej części Chorwacji. Na szczęście w odwodzie był jeszcze tydzień wakacji, który planowaliśmy spędzić gdzieś po drodze do domu, była więc szansa na odstresowanie się po wakacjach w tłumie. Na tą właśnie okoliczność zabraliśmy ekwipunek kempingowy z namiotem na dachu jako gwóźdź programu.

Przy okazji szukania ciekawych informacji o rejonie na wspomnianych już stronach miłośników (raczej przedzierania się przez frazesy i reklamy wszelkiej maści) sfrustrowało mnie do tego stopnia, że dałem sobie spokój z rodzimą produkcją (choć wciąż mam nadzieję, że znajdzie się i kompetentne źródła informacji) i dalszy risercz opierał się już na źródłach anglojęzycznych (tutaj też można trafić na niezłe kwiatki, ale przynajmniej reklam mniej).

Oczywiście głównym punktem programu (poza negocjacjami kiedy wreszcie będzie można pograć na iPadzie) był basen (w tym akcje ratowania nieświadomego obywatela, który myśli że już potrafi pływać), zjeżdżalnie (tutaj negocjowanie z 3-latkiem, że jednak ta największa to nie dla niego), puszczanie kaczek kamieniami na wodzie (przy okazji nabijanie guzów osobom w pobliżu), a przepraszam, jeszcze dyskusja dlaczego dwie gałki lodów są lepsze od jednej i dlaczego trzy są najsłuszniejszym ze słusznych wyborów, a jedna to w ogóle dla dzidziusiów – heloł? Jest tu jakiś dzidziuś?

Zaczynamy więc nasze zwiedzanie od tak zwanych stałych fragmentów gry czyli Porec i Pula wraz z PN Kamenjak w najbardziej na południe wysuniętym fragmencie Istrii. Na dowód bytności w tych miejscach załącznik graficzny:
DSCF4505
DSCF4524
DSCF4573

DSCF4815

DSCF4792
DSCF4578
DSCF4623
DSCF4605
DSCF4776
DSCF4762
IMG_4260
DSCF4678
DSCF4674
DSCF4675
DSCF4666
DSCF4708

2 Responses to Kierunek południe

  1. Robert says:

    Fajne zdjęcia Mariusz, zresztą jak zawsze!

  2. Magda says:

    Ten fenomen Chorwacji zaskakuje mnie już od lat, choć nie dziwi. My byliśmy 2 razy i jak dla mnie wystarczy, choć było na prawdę fajnie 🙂 Choć nie mówię nie bo Istria chodzi mi po głowie … A zdjęcia z Chorwacji zawsze mnie zachwycają. Cudne:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *