Category Archives: epilog

nocnik

Dwa plus jeden

Chyba tylko ja jeden wiem, jak ciężko jest się zebrać w sobie, żeby coś skrobnąć na bloga. Nawet fakt, że obiecałem we wcześniejszym wpisie (kiedy to było?) nie pomaga.

Fakt, życie w podróży jest zdecydowanie prostsze. Mimo, że wówczas wydawało się nam sporym wysiłkiem napisanie czegoś, to teraz, z perspektywy “etatowca”, który to teoretycznie ma czasu w bród jest to jeszcze trudniejsze. Zgodnie z obietnicą parę naszych przemyśleń w temacie podróżniczo-młodzieżowym. Trochę spóźnione bo na naszym ulubionym Peronie4 już poszło.

Czy Wasze dziecko też bardzo “lubi” słowo zaraz? Nasze uwielbia…. Ciekawe, kto je tego nauczył?

Wracamy z pracy, w kiepskim nastroju, kran cieknie, sąsiad robi parapetówkę (5 raz w tym tygodniu), samochód nam ktoś zarysował, żona obrażona, a córka od progu woła Tato! pobaw się ze mną! Mogę bajkę? Poczytaj mi książeczkę! No i odruchowo odpowiadamy ulubione słowo na zet.

Statystycznie rzecz biorąc…

Jak to zwykle bywa na koniec podróży (choć nie jesteśmy pewni czy to rzeczywiście jej koniec – czy raczej jeden z jej etapów) wypadałoby jakoś podsumować to co się przez ten cały rok wydarzyło.

O “wyprawie”

Jako, że ze statystyki byłem niezły na uczelni to miałem zamiar jakoś ładnie to wszystko zebrać do kupy i podzielić się z Wami. Nie wiem czy to dlatego, że “niezły” wynikało z ponadprzeciętnych umiejętności zapuszczania żurawia, a może dlatego że suche dane tak naprawdę nic nie znaczą w konfrontacji z dwunastoma miesiącami przez które byliśmy “skazani” na siebie.  Zacząłem od zsumowania paczek jakie przyleciały/przypłynęły/przyszły (przynajmniej ta z Australii wyglądała na mocno zmęczoną życiem i podróżą – a czas jaki jej zajęło dotarcie do Polski też to potwierdza) – i co nam wyszło?

1 0 8  (S T O   O S I E M) kilogramów.

Wewnątrz jakieś lokalne mapy, przewodniki, pamiątki, ubranka najmłodszej i inne niespodzianki – jakich nie spodziewaliśmy się wewnątrz znaleźć – człowiek zapomniał co wysyłał.
Po podsumowaniu kilometrów przejechanych tylko i wyłącznie samochodami, i to samodzielnie – gdzie wyszła nam cyfra nieco przekraczająca długość równika (dla tych co ściągali na geografii 40 041km) dałem sobie spokój bo zaczęło wychodzić na to, że nic innego nie robiliśmy tylko się przemieszczaliśmy. A przecież do tego powinny dojść 27 lotów dłuższych i krótszych, kilka dni na statku gdzieś pośród chilijskich fiordów, masa autobusowych przejazdów, trochę pedałowania na rowerze, jakieś promy, motorówki i kilometry pieszych wędrówek.