Category Archives: Luźne Gadki

IMG_0511

Podróżnicze ewolucje

Pamiętam nasz roczny wyjazd, a właściwie do niego przygotowania, jakby to było wczoraj. Przeglądanie z wypiekami na twarzy relacje innych podróżujących, studiowanie przewodników, wyszukiwanie gadżetów, analizowanie testów i wyścig zbrojeń. Moskitiery nasączane środkami komaro-bójczymi, super zaawansowane systemy nośne w germańskich plecakach, zmyślne saszetki na dokumenty, wszytko wytrzymujące siatki na plecaki,  dziesiątki megabajtów map ściągniętych na Garmina, apteczka jakiej nie powstydziłby się zespół ratunkowy pogotowia

DSCF1196

Pakowanie na wakacje – lepiej nosić czy się prosić?

Lubię ten czas gdy czeka się na wyjazd, ten ścisk w dołku na samą myśl że to już za parę dni. Radość, że będzie się pędziło w nieznane, dzikie ostępy gdzie niczyja noga wcześniej nie postała i tak dalej i tym podobne (bzdety). No i najważniejsze czyli poczucie triumfu nad współpracownikami, którzy zostają w robocie.

Lubię też myśleć, planować, patrzyć w mapę, wertować przewodniki, czasem nawet na bloga zajrzę jednego z drugim. Tyle że te ostatnie jak już mają rozbudowaną część praktyczną to z reguły fabułę mają nudną jak flaki z olejem, te zaś które takiego działu nie posiadają potrafią wciągnąć na długie godziny (a czasu mało), zresztą do miejsca naszych wakacji jeździ się głównie z jakimiś biurami podróży, ewentualnie ściągać azbest, no chyba że ktoś ma Gorączkę i jedzie tam śladami Michniewicza…

UTH_2707

Co zrobić z zaległym urlopem?

Po powrocie z naszych długich wakacji większość znajomych szczerze się martwiła tym gdzie my teraz pojedziemy, skoro już wszędzie byliśmy?

No cóż, żebyśmy tylko takie problemy mieli… Paradoksalnie na około 80 odwiedzonych miejsc podczas naszych rocznych wczasów około 60 zasługuje w naszej ocenie na bezwarunkowe odwiedziny po raz kolejny, a większość pozostałych także warta by była spojrzenia nań celem weryfikacji wcześniejszego sceptyzmu. Tak więc problem wyboru celu podróży nie dość, że pozostał to jeszcze mamy do czynienia z klęską urodzaju.

Tym razem wybierając miejsce docelowe podchodziliśmy bardzo ostrożnie do tematu. Główną przyczyną były nasze wątpliwej jakości przygody ze służbą zdrowia i walką o zdrowie syna. Niestety nie zawsze wszystko idzie jak z płatka i nie zawsze coś złego spotyka tylko kogoś w telewizorze…

DSCF1204

Socjalizm i jego związek z wakacjami

Mamy szczęście żyć w kraju, ba, na kontynencie o bardzo socjalistycznym ustroju. Rzecz jasna nazywa się to u nas kapitalizmem, ale chyba nie jeden twórca kapitalizmu w grobie się obraca słysząc o poziomie świadczeń socjalnych jakie są rozdawane na prawo i lewo na Starym Kontynencie. Nie to żebym miał coś przeciw, bo jako szary pracownik jestem beneficjentem takowych, w sumie to mógłbym nawet pójść o krok dalej i zapisać się do związków zawodowych ale chyba uczciwsze byłoby iść najzwyczajniej kraść. Przy tej drugiej opcji mógłbym co wieczór spoglądać bez odrazy w lustro. Jako, że godności osobistej mam dość sporo to żadnej z tych opcji nie wybiorę, tylko spokojnie pracować będę do 75. roku życia (pewnie parę razy jeszcze się przesunie wiek emerytalny). Co prawda marzy się nam wcielenie planu pięcioletniego jak to robią nasi serdeczni znajomi za wielką wodą. Ale dzięki socjalistycznym zarobkom pewnie potrwa to u nas do wspomnianego wieku emerytalnego.

mamona

Do roboty!

Z okazji otrzymania urlopu dziś wpis z kategorii oczywistych.

Miał on powstać już bardzo dawno. Nietrudno o motyw do jego popełnienia jak co najmniej raz w tygodniu ktoś w mniej lub bardziej zawoalowany sposób daje do zrozumienia, że nie ma sprawiedliwości na świecie – bo burżuazja się włóczy po świecie, a inni mają Źle. Na świeżo nie chciało mi się nigdy tego poruszać bo mogło wyjść zbyt emocjonalnie, a blog to nie reality show (choć tak niektórzy myślą). Jak już dwa lata od powrotu minęły i takie pytania praktycznie zniknęły ze skrzynki mailowej to postanowiłem temat odgrzebać.

POL_7754-2

Powrót

Tak się stało, że z naszymi/moimi zdolnościami informatycznymi próba zmiany layoutu strony zakończyła się tragicznie (dla strony) więc przez ostatnich parę miesięcy była ona cokolwiek zapuszczona.
Na szczęście są na tym świecie dobrzy ludzie i dzięki jednemu z nich czyli Markowi udało się reanimować bloga.

Mamy nadzieję, że przy jego pomocy wyglądać będzie coraz lepiej. Sami też postaramy się podejść do sprawy ambitnie, zrewidować większość zdjęć i je podmienić na większe (strona wreszcie to umożliwia) oraz dorzucić czasami coś nowego.

Że przez ten czas cały nie pisaliśmy wynika z kilku ważnych dla nas spraw (właściwie dwóch).

90083478 byle dalej.indd

bez ściemy

Roczne siedzenie nad klawiaturą i próba przelania własnych myśli na bloga uświadamia niedostatki umiejętności tak wydawać się może prozaicznej jak pisanie.
Na wytłumaczenie własnej nieudolności mogę tylko napisać, że humanistyczną edukację zakończyłem na ósmej klasie podstawówki. Oczywiście języka pisanego używało się i później ale na poziomie mocno odbiegającym od minimum pozwalającego na publiczne zdawanie relacji z tego co się dzieje w naszym życiu. Świadomość tego popchnęła mnie tuż po powrocie do księgarni gdzie objuczony papierem udałem się do kasy. Szczęście w nieszczęściu (bo trzeba to będzie teraz przeczytać), że ceny u nas względnie normalne – co takie oczywiste np. w Argentynie nie było.

Sam fakt odbycia podróży takiej jak nasza otwiera oczy na tysiące spraw. Przede wszystkim zaś na twórczość wszelkich samozwańczych EkspertówPodróżnikówNiemalCudotwórcówŁowcówPrzygódSpecjalistówOdWszystkiego itd.

nocnik

Dwa plus jeden

Chyba tylko ja jeden wiem, jak ciężko jest się zebrać w sobie, żeby coś skrobnąć na bloga. Nawet fakt, że obiecałem we wcześniejszym wpisie (kiedy to było?) nie pomaga.

Fakt, życie w podróży jest zdecydowanie prostsze. Mimo, że wówczas wydawało się nam sporym wysiłkiem napisanie czegoś, to teraz, z perspektywy “etatowca”, który to teoretycznie ma czasu w bród jest to jeszcze trudniejsze. Zgodnie z obietnicą parę naszych przemyśleń w temacie podróżniczo-młodzieżowym. Trochę spóźnione bo na naszym ulubionym Peronie4 już poszło.

Czy Wasze dziecko też bardzo “lubi” słowo zaraz? Nasze uwielbia…. Ciekawe, kto je tego nauczył?

Wracamy z pracy, w kiepskim nastroju, kran cieknie, sąsiad robi parapetówkę (5 raz w tym tygodniu), samochód nam ktoś zarysował, żona obrażona, a córka od progu woła Tato! pobaw się ze mną! Mogę bajkę? Poczytaj mi książeczkę! No i odruchowo odpowiadamy ulubione słowo na zet.

organizacyjnie

Ponieważ docierają do nas sygnały co do funkcjonalności strony to kilka informacji dla tych, którym nie udało się pewnych rzeczy znaleźć:

W “widgecie” – czy jak to się powinno nazywać -po prawej stronie na górze są 4 zakładki – które pozwalają dotrzeć w miarę szybko do kategorii (podział głownie wg. krajów), tagów, archiwum, oraz najczęściej komentowanych postów.

Dodaliśmy także  widgeta z ostatnimi komentarzami – poniżej FB.

kalendarz oraz kategorie dostępne są również na dole strony – ale komu by się chciało przewijać tak daleko 🙂

Będziemy chcieli sukcesywnie dodawać linka do pokazu slajdów (pod jednym ze zdjęć) – (tekst o stanach już ma go pod zdjęciem z motelu) – często będzie tam więcej zdjęć z danego miejsca (a czasami mniej :))

Jeśli ktoś ma jakieś inne sugestie to jesteśmy otwarci.

nasza usa

Co prawda od “jakiegoś” czasu jesteśmy już w tej “innej” Ameryce ale pozwoliłem sobie zebrać parę swoich przemyśleń w temacie tego kraju 🙂

Wielu ludzi wyraża swoją opinie na jego temat, co smutne zdecydowana większość z nich wysuwa pewne wnioski na podstawie bliżej nie określonych przesądów i podań ludowych krążących po naszym fantastycznym kraju.

No więc po pierwsze – formalności:

Pierwszy mit starannie pielęgnowany przez niektórych to poniżająca rozmowa z konsulem. Ja rozumiem że Kazik zapodał niezły kawałek w jednej ze swoich formacji muzycznych <El Dupa> gdzie o tym wspominał, tyle, że rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie. Nie ma kolejek, chamstwa, i innych zachowań, które demonizuje się tu i ówdzie. Jest za to kulturalna rozmowa o umówionej godzinie, a największą przykrością (jak dla mnie) jest konieczność zapłacenia opłaty wizowej i wszelkich “hidden cost” 😀 Owszem są ludzie, którzy wizy nie dostają, ale z moich obserwacji wynika, że jest to z reguły typ: “turysta na Greenpoincie”.