Category Archives: Meksyk

Spokojna przystań – amerykańskich emerytów

Jednak zebraliśmy się w sobie i pojechaliśmy do San Miguel de Allende. Według różnych źródeł miasto to stawiane jest na równi z Guanajuato. Nasz ranking jest trochę odmienny 😀 jednym słowem 1:0 dla miasta na G.

Coby nie mówić to miasto również ładne, ale nie z tych w których można się z przyjemnością zgubić w zakamarkach ulic (oczywiście zgubiliśmy się – ale nie było to fajne 😀 ).
Za to policja ma “fajoskie” pojazdy:

Guanajuato – cd.

Jeśli wierzyć jednemu z napotkanych lokalesów pochodzenia US to był kiedyś pomysł aby zbudować w Guanajuato dworzec kolejowy, co więcej pomysł ten zrealizowano – tyle, że jakoś tak nigdy nie udało się zbudować torów kolejowych 😀 Tak więc mają tam swój własny stadion X-lecia 🙂

info

mamy się dobrze choć internet raczej słaby a i sporo musimy się przemieszczać.

Odezwiemy się z San Cristobal.

Place to be

Wiem, że trochę przynudzam z tym miastem, ale naprawdę zrobiło na nas piorunujące wrażenie.

Saturday Night – Guanajuato

Jeszcze będąc w Mexico City spotkaliśmy przemiłych rodaków (POZDRAWIAMY GORĄCO!!!), od jednej z owych obywatelek (był i obywatel 🙂 ) dostaliśmy informacje o sobotnich “zabawach” i dużej ilości muzyki w mieście – zwłaszcza w weekendy. Ponieważ nasz pobyt dość mocno się wydłużył to udało się zahaczyć o jeden z takich korowodów idących przez miasto. Ponieważ my mało gramotni językowo to jedyne co możemy powiedzieć to to, że było kolorowo 🙂 Całość łatwo zlokalizować po ilości decybeli jaka dobywa się z miejsca gdzie ONI są. Warto nadmienić, iż w Meksyku w dobrym guście jest mieć w każdym sklepiku estradowy sprzęt grający, który to przyciąga klientele, a którego niejeden zespół szarpidrutów by się nie powstydził. Tak więc nagłośnienie “imprezy masowej” nie może być słabsze od jakiegoś tam obiektu handlowego :D.
Całość wygląda mniej więcej tak: przez miasto idą grupy tancerzy i innych akrobatów wykonując wszelkiej maści wygibasy i tańce. Obserwując z boku wygląda to trochę jak spotkania raperów w “8 mili” tyle, że tutaj rzecz się dzieje na ulicy a nie na scenie, muzycy grają na bębnach albo innych ustrojstwach i zamiast śpiewać tańczą pomiędzy ludźmi, bądź machają im nad głową batem (prawdziwym).

Guanajuato

Planuje się taki wyjazd przez bardzo długi czas, wertuje przewodniki, książki, gazety, fora internetowe po to by dowiedzieć się jak najwięcej o miejscach, w które się wybiera i gdy jest się już na miejscu to cały plan bierze w łeb. To wcale nie znaczy, że coś się traci, wręcz przeciwnie. Świat jest zbyt duży i ciekawy aby go mogła jedna osoba zobaczyć – nawet podróżując przez całe życie. Nasze plany także okazały się odrobinę na wyrost, za dużo biegania, zmieniania miejsc, zbyt dużo sztywnych planów, które bardziej ograniczają niż pomagają w osiągnięciu celu.

Trochę to dziwnie brzmi zaraz na początku naszej przygody (drugi tydzień – tutaj musiałem sobie pomóc kalendarzem bo już trzeciego dnia straciłem orientacje jaki jest dzień tygodnia :D), ale chyba dobrze, że tak szybko się zreflektowaliśmy (a raczej ja bo reszta wiedziała już wcześniej :D).

Mieliśmy w planie przyjechać do Guanajuato na dwa i pół dnia i w tym czasie zobaczyć również nieopodal położone San Miguel d. Allende. Po przebieżce z plecakami przez całe centrum (pod górkę – na zdjęciach widać) – wszystko dzięki “pomocnemu” panu z informacji turystycznej na dworcu 🙁 plan się zmienił. Zostajemy na 5 dni i pewnie nie uda się nam wybrać do San Miguel :D.

Dzięki tym zmianom DT złapał swój rytm dnia, my zaczęliśmy normalnie się żywić 😀 i tak jakoś przyjemniej się zrobiło 😀

A czy warto było zostać akurat tu?

Dzwonnica

Czy dwulatka może mieć zachcianki “turystyczne”? Nasza najwidoczniej tak bo przez trzy dni z uporem maniaka dopominała się o “wdlapanie” się na wieżę która robi “bim bam”. Na początku myśleliśmy, że to minie ale uparciuch z niej straszny więc nie było mowy.

Wejście na wieżę o tyle ciekawe, iż standardy bezpieczeństwa są tu nieco “inne”, można sobie swobodnie biegać po dachu jednego z najważniejszych zabytków Meksyku i nikt nie robi z tego powodu niepotrzebnego zamieszania. Na dodatek ilość barierek jest ograniczona do niezbędnego minimum 😀 Co akurat w niczym nie przeszkadza bo jak we wszystkim najważniejszy jest zdrowy rozsądek.

Lewa, prawa, lewa, prawa

i tak ze 100 razy…

Zocalo

zoooo

nastała pora reraksu i razem z naszą latoroślą wyskoczyliśmy do miejskiego zoo

miła to odmiana od zatłoczonego centrum – mimo że w niedziele również masa miejscowych idzie do parków i zoo (które jest za darmo – tyle że niektóre ekspozycje są dodatkowo płatne np. płazy, owady, część ptaków itp.) Jest tu i kawałek cienia, i ławeczki dla zmęczonych no i oczywiście milion straganów ze wszystkim 😀