Category Archives: Polska

POL_8167

W kratkę (kraina)

Obiecałem sobie, że relacje z poprzednich wakacji skończę nim się kolejne rozpoczną…
Przed rodzinnymi udało się zdążyć, co prawda był jeszcze wyjazd służbowy ale jako taki po pierwsze primo się nie liczy a po drugie primo będzie o nim niedługo – przy okazji jako taka chronologia będzie zachowana.

Po całym tym narzekaniu na polskie wybrzeże wypada też uczciwie przyznać, że miejsc tam sporo takich, gdzie mimo wszystko warto pojechać i odpocząć od dzikiego tłumu się da (za to brzęczenie komarów nie ustaje). Co ważne od stolic tandety wszelakiej miejsca te są nie dalej jak kilkadziesiąt kilometrów – śmiało więc można plan krajoznawczy uskutecznić jednego dnia.

POL_7754-2

Powrót

Tak się stało, że z naszymi/moimi zdolnościami informatycznymi próba zmiany layoutu strony zakończyła się tragicznie (dla strony) więc przez ostatnich parę miesięcy była ona cokolwiek zapuszczona.
Na szczęście są na tym świecie dobrzy ludzie i dzięki jednemu z nich czyli Markowi udało się reanimować bloga.

Mamy nadzieję, że przy jego pomocy wyglądać będzie coraz lepiej. Sami też postaramy się podejść do sprawy ambitnie, zrewidować większość zdjęć i je podmienić na większe (strona wreszcie to umożliwia) oraz dorzucić czasami coś nowego.

Że przez ten czas cały nie pisaliśmy wynika z kilku ważnych dla nas spraw (właściwie dwóch).

zielsko

nawet “Ciudad del Este” ma okolice

Dużo by pisać o innych wyuzdanych rozrywkach jakie oferuje turyście Łeba. Dom do góry nogami, Fokarium z czterema fokami i hit sezonu czyli wystawa postaci z bajek i masek filmowych. To ostatnie wprawiło nas w tak wyśmienity humor, że nawet rozważaliśmy powrót w to miejsce. Bez bicia się przyznamy – opacznie zrozumieliśmy dopisek “w skali 1:1”. Wchodząc do tego przybytku kinematografii liczyliśmy na sesję zdjęciową ze Shrekiem, Lordem Vaderem czy choćby Myszką Miki. W tym miejscu należą się słowa uznania twórcy tej wystawy, napięcie budowane było stopniowo, plakaty na każdym słupie w mieście, później wyłożona czarnym suknem droga do wejścia, później pani “biletowa” i okazyjny bilet rodzinny, wreszcie jest…

Dobra nie będziemy kopać leżącego, w każdym razie zawsze jak nam było smutno to sobie przypominaliśmy i darliśmy przysłowiowego łacha z samych siebie.

wersacze, rej ben i tag hoja

Kankikuła po polsku

No właśnie, dotarliśmy do celu.
Podróżując po Świecie zbieramy masę wspomnień i doświadczeń. Siłą rzeczy, w każdym kolejno odwiedzanym miejscu dostrzegamy coś spośród wcześniej widzianych miejsc.

Oczywiście można pisać, jak to zawsze szukamy czegoś nowego i unikamy niesprawiedliwych porównań. Tyle, że my mamy w nosie to czy porównanie jest sprawiedliwe czy też nie, z tym szukaniem czegoś nowego też różnie bywa… Za to przybywszy do Łeby mieliśmy nieodparte wrażenie, że już gdzieś to widzieliśmy – może nie dosłownie to samo ale klimat jakby podobny… Tylko gdzie?

Widząc setki szczęśliwych osób przemierzających główne arterie miasteczka nie można mieć wątpliwości. Jesteśmy w wakacyjnej stolicy naszego kraju.

frombork2

po drodze

Mazury zaskoczyły nas bardzo, głównie tym, że komarów było jak na lekarstwo, za to deszczu i szerszeni niezliczone ilości. W sumie to rozpogodziło się tylko na chwilę w Reszlu i kolejny raz na jednej z wycieczek rowerowych. Pozostały czas spędzaliśmy głównie na suszeniu przemoczonych elementów garderoby, tudzież opatrywaniu ran ciętych (kocim pazurem). Plus z obrażeń Marty taki, że chwilowo lobbowany jeszcze niedawno pomysł powiększenia inwentarza domowego o kotka – aka “sierściuch”,  został odłożony ad acta i nasza w tym głowa aby zbyt szybko nie wrócił na agendę.

Pozytywne zaś były doniesienia pogodowe znad pięknego polskiego morza. Gdy więc zakończył się agroturystyczny etap naszych wakacji, ruszyliśmy na północ. Metoda odnajdywania właściwej drogi jest u nas prosta. Najpierw jedziemy w dowolnym kierunku z obecnego miejsca przebywania jakieś 15km (najchętniej w stronę gdzie cywilizacja zanika), a następnie włączamy nawigację (mapy z brodą) i ustawiamy miejsce docelowe oraz najkrótszą trasę.

mazur ciąg dalszy

Far, far north (east)

W drogę

Nareszcie wakacje – znaczy leje

Plan jest prosty: parę dni na Mazurach, potem jodowanie nad morzem – po drodze chcemy coś niecoś zobaczyć.

Rowery na dach, trasa w GPS ustawiona na najkrótszą, bankomat, no i jakaś serio mapa pod ręką bo nawigacja to tylko tak na wszelki wypadek (jakby nie udało nam się zgubić inaczej)

POL_6767

Górskie weekendy (dwa)

Czas pędzi jak szalony, nim się zorientowaliśmy a tu rocznica powrotu zniknęła we wstecznym lusterku. Za nami rok w Polsce, dwa przedszkola, czwarte urodziny i 12 miesięcy stacjonarnego życia. Wyjazdowo jesteśmy  – delikatnie rzecz ujmując – wstrzemięźliwi. Już takie z nas uparciuchy, że musimy skończyć jedno aby zacząć coś następnego.

A że tym razem padło na coś zgoła odmiennego od podróżowania to ciężko było się gdziekolwiek wyrwać. Jeszcze przed powrotem, obiecywaliśmy sobie, że teraz będziemy poznawać nasz kraj. Wstyd się przyznać – ale trudno jest nam sobie przypomnieć kiedy ostatnio byliśmy w górach, nad morzem czy jakimkolwiek innym miejscu.

Stąd też pomysł na to by teraz dla odmiany zajrzeć to tu, to tam u nas. Raz, że fundusze po rocznych wakacjach mocno nadwyrężone, a dwa że stan urlopu nie bardzo pozwala na dalsze wyjazdy. Co prawda kwestia pierwsza została szybko zweryfikowana (znaczy kasa ubywa szybciej niż w takiej np. Ameryce)  🙂 ale drugi argument był ponad wszelką wątpliwość “kierunko-twórczy”.

kiedyś trzymali standard...

okolica

Bardzo blisko miejsca gdzie teraz mieszkamy (a jeszcze bliżej tego gdzie pewnie niedługo mieszkać będziemy), jest pewne małe muzeum Bardzo Ważnych Rzeczy.

Nigdy nie było okazji aby się tam pojawić. Przejeżdżając więc pewne dnia przez Otrębusy Marta krzyknęła: “Tato! stop! Co to za stary autobus?!” tak, tak, zdziwiło nas to bardzo – bo dotąd eR wymawiała jak eL – a tu taka zmiana. Miejsce, którym się zainteresowała to małe muzeum motoryzacji mieszczące się w tej podwarszawskiej miejscowości. Zainteresowanie autami może być zrozumiałe – bo robię wszystko by dziewczyna była z tych co raczej portki noszą, miast wszystkich różów i cekinów. Generalnie wychodzi to różnie – ale bez problemu odpytuje mnie z budowy samochodu/motocykla i na moje wymijające odpowiedzi zaraz strofuje – że np. skrzynia biegów służy do jechania szybciej wolniej, a nie jak próbuje jej wmówić do pompowania kół 🙂