Category Archives: Singapur

Singapur

Mieliśmy spędzić w Malezji jeszcze dziesięć dni – z czego prawie połowa miała być na rajskiej plaży. Z oczywistych względów plażę odpuściliśmy na rzecz Cameron Highland gdzie zawitaliśmy na kolejnych kilka dni celem złapania oddechu. Znów nam się nie udało “zaliczyć” słynnej trasy przez dżunglę – cóż niestety pogoda była nieubłagana dla naszej potrzeby zwiedzania – za to zbawienna dla żołądków i ciał bo w sumie nie robiliśmy nic innego niż siedzieliśmy w knajpie z krótkimi przerwami, a to na zakup płynu do “puszczacza baniek” Marty, a to na masaż stóp z projekcją konkursu na najśmieszniejsze nakrycie głowy, a to masaż reszty ciała – tudzież palenie pochodni w moim uchu…

Tygrys wchodu – od zaplecza

Wylot z Perth był dla nas niejako przełomowy. Był bowiem dużym krokiem w stronę domu, tym bardziej dużym, że pierwotnie cała trasa wpzs nie przewidywała Azji do zwiedzania.

Jako, że dwa kraje (jeden fajny, o drugim było w ostatnim poście) wydrenowały nasze konto to już wcześniej “się zmodyfikowaliśmy” tak aby zaoszczędzić miesiąc na Antypodach na rzecz Fiji i miejscagdzienaswogolenieciagnelo czyli Azji. I niech mi tu żaden malkontent nie pisze, że nie wiemy co to Azja, co tracimy i inne blablabla – bo fakt faktem, nie wiemy i jakoś przed przybyciem tutaj wcale a wcale nas nie ciągnęło w te strony. Nie uprzedzając jednak faktów – kiedyś magnesem dla nas była Australia i co z tego wyszło już napisałem.

Pewnie określenie Azja jest nieco na wyrost bo kraje wybraliśmy bardzo “normalne” czyli Singapur i Malezję (Maniek nam polecił).

Ponoć  “Azja” jest gdzie indziej – nie wiem, nie znam się, wolna sobota i te sprawy ale ostrzegam z geografii miałem zawsze najwyższą ocenę (nie będę pisał jaką bo się domyślą jak bardzo stary jestem) i według ówczesnych danych były one na tym właśnie kontynencie.

Co pozytywne to w obu dogadać się można po angielskiemu, angielkoskiemu, angohinduskiem a czasami nawet i po angielsku w przeróżnych odmianach – czyli jeden problem z głowy – nie to żebyśmy byli jakimiś poliglotami – ale znamy parę słów (znaczy w CV piszemy “dobra znajomość”).
Singapur jak to Singapur nie zaskoczył nas pogodą (akurat lało i wciąż było +32), za to przywitał nas tanimi taksówkami, zapachem jedzenia na ulicach, nieco przydrogim piwem i pokojem hostelowym o rozmiarze XXXS. Dość powiedzieć, że jako osobnik potężnie zbudowany i wyrośnięty mogłem (w pozycji wyprostowanej) poczynić tylko pół kroku od drzwi w kierunku najbardziej oddalonej ściany (kolankowej zresztą), a według norm budowlanych w naszym kraju jego powierzchnia wynosiła około 5cm2. Tak czy inaczej tańszego nie było 🙁