Category Archives: RTW

mamona

Do roboty!

Z okazji otrzymania urlopu dziś wpis z kategorii oczywistych.

Miał on powstać już bardzo dawno. Nietrudno o motyw do jego popełnienia jak co najmniej raz w tygodniu ktoś w mniej lub bardziej zawoalowany sposób daje do zrozumienia, że nie ma sprawiedliwości na świecie – bo burżuazja się włóczy po świecie, a inni mają Źle. Na świeżo nie chciało mi się nigdy tego poruszać bo mogło wyjść zbyt emocjonalnie, a blog to nie reality show (choć tak niektórzy myślą). Jak już dwa lata od powrotu minęły i takie pytania praktycznie zniknęły ze skrzynki mailowej to postanowiłem temat odgrzebać.

POL_9971

O tym jak zrobić coś niemożliwego

Dziś, krótko w temacie wokół-podróżniczym. Dzięki uprzejmości Ani i Krzyśka Kobusów parę naszych przemyśleń znalazło się na kartach ich najnowszej książki “Podróżuj z dzieckiem – poradnik praktyczny”.

 

Fajnie wydana publikacja i ciekawie spisane porady co zrobić z małym obywatelem w podróży.

Szybko przeglądając podrozdziały możemy śmiało napisać – wszystko to nas nurtowało przed wyjazdem i wszystko to musieliśmy gdzieś wyszukiwać w otchłani internetu. Ania i Krzysiek ułatwiają przygotowania, zbierając masę informacji w jednym miejscu.

Dodatkowo masa informacji od ludzi, którzy podobnie jak my uwierzyli, że dziecko to nie jest forma niepełnosprawności przykuwająca nas do miejsca stałego zamieszkania. Są też linki – gdzie można znaleźć sporo ciekawych informacji.

Polecamy!!!

POL_9971

_MG_6034[1]

Wakacje :)

Z okazji wakacji nasza pociecha ma dla wszystkich czytelników piosenkę. Na szczęście ma nieco więcej talentu od ojca:)

już za parę dni by Marta

Nagranie powstało dzięki Natalii Mileszyk z RadioWNET – tam też zostało zresztą “zrealizowane”.

poniżej kilka zdjęć w wykonaniu Pani Redaktor

Chile, Puerto Natales, Park Narodowy Torres del Paine

Gdy droga staje się celem samym w sobie…

Kanada, Alberta, Banff

Momenty były

Powroty nie są łatwe, wiedzą to zwłaszcza ci co wrócili jak i ci, którzy moment powrotu wciąż przekładają, tym bardziej nie są łatwe gdy wraca się do Polski. Cały rok idealizowaliśmy sobie ojczyznę z każdym dniem wydawała nam się coraz doskonalsza. Wreszcie nasze kubki smakowe wariowały na myśl o kiełbasie i bigosie – a częstotliwość tych myśli była coraz większa. Jak już tak bardzo zatęskniliśmy i stanęliśmy na ziemi ojczystej to się okazało:

– po malezyjskim żarciu czuliśmy się lepiej (i schudliśmy parę kilogramów)

– po paru dniach jeżdżenia po Warszawie stwierdziliśmy, że jednak “chaos” komunikacyjny Rio czy KL był dużo fajniejszy

– a co do reszty naszego pięknego bytu w tej ziemniaczanej krainie to stojący w stolicy pomnik mówi wszystko:

nocnik

Dwa plus jeden

Chyba tylko ja jeden wiem, jak ciężko jest się zebrać w sobie, żeby coś skrobnąć na bloga. Nawet fakt, że obiecałem we wcześniejszym wpisie (kiedy to było?) nie pomaga.

Fakt, życie w podróży jest zdecydowanie prostsze. Mimo, że wówczas wydawało się nam sporym wysiłkiem napisanie czegoś, to teraz, z perspektywy “etatowca”, który to teoretycznie ma czasu w bród jest to jeszcze trudniejsze. Zgodnie z obietnicą parę naszych przemyśleń w temacie podróżniczo-młodzieżowym. Trochę spóźnione bo na naszym ulubionym Peronie4 już poszło.

Czy Wasze dziecko też bardzo “lubi” słowo zaraz? Nasze uwielbia…. Ciekawe, kto je tego nauczył?

Wracamy z pracy, w kiepskim nastroju, kran cieknie, sąsiad robi parapetówkę (5 raz w tym tygodniu), samochód nam ktoś zarysował, żona obrażona, a córka od progu woła Tato! pobaw się ze mną! Mogę bajkę? Poczytaj mi książeczkę! No i odruchowo odpowiadamy ulubione słowo na zet.

26/187

No i wyszło co miało wyjść w głosowaniu byliśmy niemal pewni wygranej – ale jako że nie my liczyliśmy głosy to ciężko było zaistnieć w blogosferze 🙂

Dziękujemy po stokroć wszystkim, którzy głosowali na nas. Mamy też cichą nadzieję że kasa z akcji poszła na deklarowany cel i że nie okazało się na koniec dnia, że dochód jaki miał zostać przekazany na rehabilitację niepełnosprawnych jest tak niski po odliczeniu kosztów, że nie starczy na przelew…

Najważniejsze, że zajęliśmy bardzo wysoką (w naszej ocenie pozycję), czyli  26 na 187 zgłoszonych blogów (przynajmniej taka była wczoraj wieczorem) – chyba całkiem nieźle?

Pozdrawiamy Wszystkich, którzy wzięli udział w zabawie i mamy nadzieję, że udało się Wam odnaleźć coś interesującego dla siebie pośród wszystkich blogów (nie tylko tych “zakwalifikowanych”)

Statystycznie rzecz biorąc…

Jak to zwykle bywa na koniec podróży (choć nie jesteśmy pewni czy to rzeczywiście jej koniec – czy raczej jeden z jej etapów) wypadałoby jakoś podsumować to co się przez ten cały rok wydarzyło.

O “wyprawie”

Jako, że ze statystyki byłem niezły na uczelni to miałem zamiar jakoś ładnie to wszystko zebrać do kupy i podzielić się z Wami. Nie wiem czy to dlatego, że “niezły” wynikało z ponadprzeciętnych umiejętności zapuszczania żurawia, a może dlatego że suche dane tak naprawdę nic nie znaczą w konfrontacji z dwunastoma miesiącami przez które byliśmy “skazani” na siebie.  Zacząłem od zsumowania paczek jakie przyleciały/przypłynęły/przyszły (przynajmniej ta z Australii wyglądała na mocno zmęczoną życiem i podróżą – a czas jaki jej zajęło dotarcie do Polski też to potwierdza) – i co nam wyszło?

1 0 8  (S T O   O S I E M) kilogramów.

Wewnątrz jakieś lokalne mapy, przewodniki, pamiątki, ubranka najmłodszej i inne niespodzianki – jakich nie spodziewaliśmy się wewnątrz znaleźć – człowiek zapomniał co wysyłał.
Po podsumowaniu kilometrów przejechanych tylko i wyłącznie samochodami, i to samodzielnie – gdzie wyszła nam cyfra nieco przekraczająca długość równika (dla tych co ściągali na geografii 40 041km) dałem sobie spokój bo zaczęło wychodzić na to, że nic innego nie robiliśmy tylko się przemieszczaliśmy. A przecież do tego powinny dojść 27 lotów dłuższych i krótszych, kilka dni na statku gdzieś pośród chilijskich fiordów, masa autobusowych przejazdów, trochę pedałowania na rowerze, jakieś promy, motorówki i kilometry pieszych wędrówek.

Lansu dalszy ciąg

Siedzieliśmy cicho bo to nigdy nie wiadomo jak wypadnie i czy wstydu nie będzie 🙂

Ale ponieważ już zostaliśmy nakryci przez niektórych urzędujących w Mieście Królewskim Kraków to się przyznamy – byliśmy gośćmi Radia Kraków w audycji Mamo, Tato to ja.

Audycja była o godzinie, która już “jest” w niedzielny poranek bo o 10tej. Stąd też pewnie namierzenie nas w eterze…
Podziękować w tym miejscu chcemy przede wszystkim naszym kolegom (a właściwie koleżance) z Peronu4 – Jagodzie Pietrzak za sprzedanie naszych skromnych osób, Pani Justynie Piwowar z CzasDzieci.pl i finalnie Agnieszce Grybel z Radia Kraków,

To jak wypadło musicie ocenić sami, nam wydaje się, że mimo krótszego czasu trwania audycji to jednak warta posłuchania (kilka fajnych starych kawałków w trakcie) 🙂

Chcąc posłuchać audycji możecie skorzystać z plejera na stronie radia – tudzież z linków poniżej:

część 1

część 2

Przerwa

ze względu na kolejnego już psikusa firmy Apple – musimy zawiesić działalność blogową do czasu naprawy/zakupu zasilacza i może czegoś jeszcze 🙁