Category Archives: RTW

Do WSZYSTKICH

Pewnie życzeń dostaliście już masę, zdrowia już macie na najbliższe parę lat, pieniędzy chyba też…

My chcielibyśmy WSZYSTKIM życzyć odwagi do tego byście potrafili wybrać jak chcecie patrzeć na życie:

ps.
to działa 🙂

Zefirek

30 minut i gotowe 🙂

tak mnie naszło….

Podróż z małym człowiekiem to dość skomplikowana sprawa. No bo jak zapanować nad takim małym obywatelem i na dodatek wytrzymać to nerwowo.
Są różne teorie na temat wychowywania dziecka. Są też przez psychologów opisane i ładnie nazwane różne schematy zachowań małoletniego. Tyle teorii, bo praktyka jest zupełnie do niej nie przystająca.
Żeby podróż taka mogła dojść do skutku, niezbędnym jest odpowiednie zabawienie malucha.  Od razu napiszę, że dodawanie zabawek nie dość, że nieskuteczne to jeszcze uciążliwe bo cały ten kram trzeba nosić ze sobą. W naszej podróży sprawdza się raptem parę maskotek, jeden „demoralizator” zakupiony jeszcze w Stanach i parę dodatków typu książeczki, blok rysunkowy, farbki i kredki.
Szał na te dwie ostatnie pozycje zaczął się zaraz po przybyciu do USA i na chwilę obecną wciąż jest u łask. Co prawda Marta nie jest typem malarza pokojowego tak więc oszczędza ściany za to preferuje rysowanie/malowanie przede wszystkim na swoich kartkach, tudzież uprawianie body painting. Niestety skłonności do tego drugiego rosną z dnia na dzień.
Najbardziej wdzięcznym obiektem do malowania jest oczywiście tata, który przyjmuje wszelkie formy artystycznej ekspresji ze stoickim spokojem. No i właśnie za to zapłacił już parokrotnie – a to dlatego, że farbki zakupione w BsAs okazały się nie do końca zmywalne. Tak więc musiał paradować z pomalowanymi paznokciami u nóg i tego typu historie.
Można też wykorzystywać wspominany wcześniej „demoralizator” – czyli odtwarzacz dvd – na którym do bólu można oglądać nieśmiertelnego Papaya.
Jak jednak wskazuje doświadczenie, najlepsze są zabawki innych dzieci, bądź rzeczy w niczym zabawek nie przypominające 🙂
Tutaj królują kwiatuszki i listki – i nie ważne jakiej są wielkości, grunt to dzierżyć je w dłoni z dumą i należytym szacunkiem.
Niestety maluchowi ciężko pojąć, że taki kwiatuszek ma bardzo krótki żywot, stąd pretensje że zwiądł. Stara się też taki mały człowiek zgromadzić odpowiednio imponującą kolekcję (najlepiej imponujących) liści – ale to chyba temat na osobny wpis 🙂
Inną rzeczą mogącą zabawić nasze dziecko są zwierzęta. Tutaj rozmiar nie ma znaczenia 🙂 Pobobają się krowy, konie, słonie, żyrafy oraz mrówki, gąsienice i pająki. Jest to o tyle niebezpieczne, że mały człowiek nie postrzega tego wszystkiego jako potencjalne niebezpieczeństwo a jako zabawkę.

No i oczywiście gwóźdź programu a raczej kamień programu to kawałek czegoś ciężkiego, najlepiej w ilościach hurtowych i już perfekcyjnie jak występuje nad jakimś zbiornikiem wodnym (kałuża łapie się do tego kryterium). Można podnosić  i rzucać w otchłań. Jeśli rozmiar wyklucza możliwości fizycznego dźwignięcia przez małoletnią – do akcji włączany jest ojciec. Niestety po dwóch wrzuconych wspólnie kamieniach latorośl bez wahania wskazuje na najbliżej położony głaz (tak na oko 5 ton waży to co wystaje nad ziemię) i prosi o pomoc…..

W modzie są też karuzele, place zabaw (o tym już było) no i nasze buty….

Teraz My – wywiad w drodze

1. Trzy kraje bez których nie wyobrażacie sobie podróżowania.

Po pierwsze Polska – bo od tego kraju zaczynaliśmy. Do dziś pamiętam swoje “członkostwo” w klubie PTTK szkoły podstawowej nr 43 w Sosnowcu, rajdy terenowe po Jurze i Beskidach. Co prawda członkostwo zakończyło się wyrzuceniem mojej skromnej osoby z hukiem 🙂 zupełnie niesłusznie zresztą – ale i tak nie zabili mojej potrzeby “szwendania” się. Późniejsze, już samodzielnie organizowane wypady w Tatry, Beskidy, Sudety czy na Mazury.

Po drugie – Stany Zjednoczone – za “enjoy the ride”, ogromne przestrzenie “niczego”, które się do tego świetnie nadają, za wprost kosmiczne parki narodowe południowego zachodu i most Golden Gate – gdzie utwierdziłem się w przekonaniu, że chcieć to móc.

No i po trzecie Meksyk – za chaos stolicy, za uśmiechy ludzi, za klimatyczne uliczki Guanajuato no i za to że nauczył nas pokory do siebie i drogi jaką mieliśmy przed sobą.

2. Co jest dla Was najważniejsze w podróżowaniu?

Wolność wyboru, poczucie decydowania o tym co robimy i kiedy. Za możliwość bycia razem (co czasem nie jest łatwe) i patrzenia na to samo na swój sposób. I to wszystko mimo narzuconej marszruty przez bilet RTW – co też daje pewien komfort – tym bardziej, że nasza podróż z wielu względów nie może być “neverending”.


3. Jak długo się przygotowywaliście przed wyprawa?

Mentalnie – pewnie całe dorosłe życie. Jak sięgam pamięcią to już w podstawówce po przeczytaniu niemal wszystkiego co napisał Szklarski i May miałem wytyczoną trasę na mapie (która zresztą wisiała na ścianie zamiast plakatu Modern Talking).

Technicznie jakiś rok. Wydawać się może, że to długo – ale jak się ma wyjechać  w trójkę na dodatek z dzieckiem to i koszty przedsięwzięcia są wyższe, więc dochodzi okres zintensyfikowanego oszczędzania (nie mamy wpisane w dowodzie zawód: “syn/córka”). Do tego szczepienia – tutaj też trzeba

żeby nie było – wersja hardcore

Najpierw jest bodziec:

Na Peronie (czwartym)

Dzięki uprzejmości kolegów z portalu turystycznego PERON4 pojawiliśmy się u nich.

Zapraszamy do czytania krótkiego wywiadu z nami i zapoznania się z tym ciekawym periodykiem.

T5

ze względu na zaciszną i świetną komunikacyjnie miejsówkę w Londynie – a właściwie już na Heathrow dość wcześnie byliśmy na terminalu. Ponieważ mało-co nie zepsułem automatu do self check-in to udaliśmy się do przemiłej Pani przy stanowisku A-ileśtam (z tablicy jasno wynikało że lot do Meksyku obsługują stanowiska od B do E 😀

słoń

przy okazji przystanku w Londynie w oczekiwaniu na kolejny lot natknęliśmy się na akcję prowadzoną na rzecz “trębaczy” – które zresztą przypadły Marcie do gustu 🙂

Lecimy

Do końca nie było pewności czy wylecimy z Warszawy i czy jeśli się to uda, polecimy później z Londynu. A wszystko przez dymiący wulkan i zamknięcie lotnisk w Szkocji i Irlandii. Na szczęście Wizz niczego tym razem nie odwoływał więc wystartowaliśmy.

Nie jest łatwo będąc człowiekiem wyposażonym w pełnowymiarowe kończyny dolne zmieścić się na miejscu oferowane za niską cenę. Na szczęście to krótki lot…

Nasze dziecko jak zwykle spokojne było całą drogę…