Category Archives: żeby nie było…

żeby nie było – wersja hardcore

Najpierw jest bodziec:

dyskusje

Banff, godzina 23.30. ciemno w pokoju – od jakichś 10 minut wydaje się że wszyscy śpią,

nagle cichy głosik:

Mamusiu, Mamusiu….

– tak?

co robisz?

– śpię….

krótka przerwa

Mamusiu, Mamusiu….

– hmmm?

a ja?

.

bejbuś on board cz.2

Miejsce: auto gdzieś na autostradzie w Texasie (jedziemy przepisowo bo “Warning” w portfelu), co chwilę znaki o zakazie zatrzymywania się…

nagle z tyłu:

DT> AAAAA KUPKĘ…….. AAAALBOOOOO SIUSIIUUUUUU!!!!

T> dobrze Kochanie, wytrzymasz jeszcze chwilkę?  tutaj jest zakaz zatrzymywania się ale zaraz jest stacja więc staniemy

DT> tak

M> Ale na pewno wytrzymasz? jak już nie możesz to staniemy tutaj

DT> wytrzymam 😀

parę chwil później zatrzymujemy się na stacji

ciąg dalszy miasta na S.

Żeby nie być gołosłownym to krótka relacja z obserwacji jak dzieci się bawią w Children’s Museum – oczywiście należy zaznaczyć, iż moja obecność na niektórych zdjęciach jest uzasadniona – gdyż musiałem latorośli wyjaśnić – jak to “robi” 😀 Absolutnie nie czerpałem, żadnej przyjemności z puszczania piłeczek ping-pongowych w przezroczystych kanałach, nie interesowały mnie również ustrojstwa zbudowane z sieci rur z wodą i dziesiątkami przycisków do uruchamiania poszczególnych pomp. Samodzielne budowanie z rurek torów dla ww piłeczek również było do bani 🙂 I nie mam pojęcia co te dzieciaki w tym widzą 🙂 Jaką przyjemność mają np. z przebrania się w kompletny mini-strój strażaka, bycia kierowcą autobusu i samodzielnie go zatankować,  ewentualnie zwiedzania chińskiej dzielnicy, czy też np. sklepu z materiałami budowlanymi – gdzie nie ma rzeczy typu ” NIE DOTYKAJ, ILE RAZY MAM CIĘ PROSIĆ”. Były też inne sklepy, szlak górski z kamieniami pod którymi można było zobaczyć co czycha na nieboraka wtykającego nos w nie swoje sprawy, jakieś krzywe zwierciadła,  mnóstwo zajęć plastycznych dla dzieciaków, domki z postaciami z bajek itd itp. Tak jakby nie można sobie było najnormalniej w świecie powisieć na trzepaku, zapalić z kumplami papieroska w bramie czy pobawić się w doktora 🙂

Pababaw – TAM!!!

Jest taka rzecz, którą nasza pociecha wypatrzy ze swojego fotelika nawet półprzytomna, zaspana bądź zajęta swoimi sprawami. Ta RZECZ to Plac Zabaw.
Obywatelka Rzeczypospolitej ma mianowicie takie hobby (co w jej wieku zrozumiałe), żeby kolekcjonować wspomnienia z takich przybytków.
Po pustyni “PlacoZabawowej” w Meksyku, Stany jak już w komentarzu napisał Hubert dbają o to żebyś się dobrze bawił ze swoim dzieckiem.
Nawet odludne mieściny na Alasce zapewniają kilka huśtawek i zjeżdżalnie, z których nasza Marta nie wahała się skorzystać 😀
Jest to też jeden z powodów dla, których nasz program wyjazdu jest taki a nie inny i dla wielu podróżujących wydawać się może, że słabo wykorzystujemy czas.
Co zrobić, każdy z naszej trójki ma trochę inne potrzeby i wszystkie musimy zaspokajać 😀
W tym miejscu musimy trochę ponarzekać na przewodniki (akurat LP), że bardzo po macoszemu traktują kwestię małolatów, tak jakby ludzie nie podróżowali z dziećmi, albo te od drugiego roku życia interesowały się zabytkami i chodzeniem po górach. No cóż chyba są ważniejsze grupy odbiorców takich periodyków…

bejbuś on board

Miejsce: wnętrze samochodu gdzieś w Utah, jedziemy do North Rim

Uczestnicy: Tata, Mama i Bejbuś aka Diabełek Tasmański

Ładne widoki za oknem, my podziwiamy, Bejbuś zajęty swoimi sprawami.

Nagle krzyk na tylnym siedzeniu:

DT> AAAAAAAAA!!!!!!!!!!

M> Co się stało Kochanie?

DT> AAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!

M> Martusiu powiedz co się stało, boli Cię coś?