Inna strona

Ilekroć nie rozmawiamy z kimś na temat podróży i temat schodzi na Stany, automatycznie przed oczami pojawia się ogromna przestrzeń usiana skalnymi formacjami we wszystkich odcieniach pomarańczowego. Chwilę później pojawia się obraz Więcej »

nic nie może wiecznie trwać

nie, nie, nie, nie wracamy do domu… Znaczy jeszcze nie, po prostu przyszedł czas ruszyć się nieco dalej z naszej bazy w Moab. Jedynie słuszny kierunek na zachód spowodował  dodanie do listy Więcej »

Potash road i inne słiczbeki w Canyonlands

Wczasy wczasami, awarie awariami, ale warto byłoby jednak ruszyć się z miejsca, zakomenderowałem, no i poszło nam jak zawsze tzn. błyskiem ciupagi. – szybkie zakupy w supermarkecie (godzinka), – jeszcze szybszy podjazd Więcej »

To samo ale z innej strony

Rozpisaliśmy się o pogodzie, drodze i n-tej wizycie w Arches a przecież nie to jest główny powód naszej wizyty. Po co więc ciągnęliśmy tutaj tego starego landcruisera, przepraszam Lexusa? Ach tak miał Więcej »

Kup Pan auto (klasy Premium)

Wybór samochodu niejako dokonał się sam, auto duże i w miarę dzielne terenowo, i na dodatek zrobione przez Japończyków z Toyoty mogło być tylko jedno – Land Cruiser. Co prawda przez chwilę Więcej »

 
IMG_3770

To samo ale z innej strony

Rozpisaliśmy się o pogodzie, drodze i n-tej wizycie w Arches a przecież nie to jest główny powód naszej wizyty.

Po co więc ciągnęliśmy tutaj tego starego landcruisera, przepraszam Lexusa? Ach tak miał być ofrołd, a my super doświadczeni w tej dyscyplinie (pierwszy wyjazd tego typu), czerpać mieliśmy przyjemność z odkrywania nowej formy spędzania czasu.

Żeby więc posiąść nieco wiedzy na temat najciekawszych kierunków, zaopatrzyliśmy się w zestaw map i książek, które po tym świecie niedostępnym dla Dodga z wypożyczalni, nas oprowadzą. Mapy i lokalne przewodniki to jedna z kilku rzeczy jakie zwykliśmy przywozić ze sobą z wyjazdów. Rośnie nam sterta papierów w domu, ale co zrobić jak to silniejsze od nas. A i miło popatrzeć w taką mapę już po powrocie, pochwalić się znajomym, wiem wiem – można by to było zrobić przez jakieś Endomondo wtedy cały świat wirtualnych znajomych dowiedziałby się o naszych wyczynach, ale my (zwłaszcza głowa rodziny) ludźmi starszej daty jesteśmy, a GPS czy mapy w smartfonie, choć pomocne nie dają tyle radości co płachta papieru.

IMG_3848

Arches – ile razy nas jeszcze zadziwi?

Tuż po przyjeździe do Moab zadekowaliśmy się do jednego z moteli blisko centrum, co prawda nie serwowali śniadań jakie to zwykle są na wyposażeniu takich przybytków (zdjęcie poglądowe poniżej), ale było blisko do jadłodajni z prawdziwym jedzeniem.

IMG_3649

Nareszcie Utah

dzień dziewiąty – nie wiemy czy klima działa – bo warunki pozwalają nam testować ogrzewanie (nagrzewnica na tył działa), oleju nie ubywa, spalanie w normie, na zaśnieżonej i oblodzonej autostradzie przez Góry Skaliste, auto jedzie jak czołg, większość zakłada łańcuchy, my zdejmujemy nogę z gazu.

dzień dziesiąty

IMG_4875

Pikes peak czyli nie do konca spelnione marzenie

Choć konkretnego planu na to miejsce nie udało się nam nakreślić to jednak w głowie było kilka pomysłów na to co chcielibyśmy zrobić. Jednym z nich był wjazd na szczyt jednej z gór otaczających Colorado Springs. Pikes Peak bo tak się owa zwie służy jako arena corocznego wyścigu Hill Climb – jednego z najsłynniejszych górskich wyścigów. Już oczami wyobraźni widziałem naszego Lexa idącego pełnym pałer-slajdem od winkla do winkla, ja wychylony za burtę filmujący prawe przednie koło, małżonka zapinająca kontre za kontrą i

IMG_3494

Dluga droga (z milymi przerywnikami)

Ruszyliśmy, znaczy powoli wyturlaliśmy się z garażu i z zabójczą prędkością 35mph dotoczyliśmy naszą stodołę (która wygląda nad wyraz skromnie przy innych dwuśladach w tej części świata) do autostrady. Trochę z duszą na ramieniu bo 4,5l silnik chyba potrafi skotłować trochę paliwa na setkę- choć tutaj podaje się ile mil można strzelić na galonie. Producent obiecuje 14-16MPG co nie jest zbyt optymistyczne, ponadto obietnicę tą składał w 1997 jak samochód był piękny i młody, a nie w 2014 kiedy

DSCF1199

Wóz klasy premium czyli co przyniesie kolejny dzień

 

Dzień pierwszy

Opony mamy dobre (uffff), kilka parchów rdzy tu i ówdzie, radio działa jakoś dziwnie (kto wie jak obsługiwać budżetowego Pioneera?)  Zbiornik w połowie pełny (ach ten optymizm na początku wypr… tfu wczasów), nic w zawieszeniu nie łupie, skrzynia zmienia biegi, silnik bez zadyszki rozpędza te pięć tysięcy funtów żelastwa, normalnie raj.

DSCF0767

Kup Pan auto (klasy Premium)

Wybór samochodu niejako dokonał się sam, auto duże i w miarę dzielne terenowo, i na dodatek zrobione przez Japończyków z Toyoty mogło być tylko jedno – Land Cruiser. Co prawda przez chwilę tliła się w nas koncepcja pod tytułem Mitsubishi Montero (inna nazwa Pajero – używana na półkuli zachodniej ze względu na hiszpańskie znaczenie tego słowa) ale upadła wraz z koncepcją pod tytułem Suzuki Grand Vitara. Produktów amerykańskich koncernów nie braliśmy pod uwagę jako nie rokujące na przeżycie pięciu tygodni bez remontu głównego.

DSCF1196

Pakowanie na wakacje – lepiej nosić czy się prosić?

Lubię ten czas gdy czeka się na wyjazd, ten ścisk w dołku na samą myśl że to już za parę dni. Radość, że będzie się pędziło w nieznane, dzikie ostępy gdzie niczyja noga wcześniej nie postała i tak dalej i tym podobne (bzdety). No i najważniejsze czyli poczucie triumfu nad współpracownikami, którzy zostają w robocie.

Lubię też myśleć, planować, patrzyć w mapę, wertować przewodniki, czasem nawet na bloga zajrzę jednego z drugim. Tyle że te ostatnie jak już mają rozbudowaną część praktyczną to z reguły fabułę mają nudną jak flaki z olejem, te zaś które takiego działu nie posiadają potrafią wciągnąć na długie godziny (a czasu mało), zresztą do miejsca naszych wakacji jeździ się głównie z jakimiś biurami podróży, ewentualnie ściągać azbest, no chyba że ktoś ma Gorączkę i jedzie tam śladami Michniewicza…

UTH_2707

Co zrobić z zaległym urlopem?

Po powrocie z naszych długich wakacji większość znajomych szczerze się martwiła tym gdzie my teraz pojedziemy, skoro już wszędzie byliśmy?

No cóż, żebyśmy tylko takie problemy mieli… Paradoksalnie na około 80 odwiedzonych miejsc podczas naszych rocznych wczasów około 60 zasługuje w naszej ocenie na bezwarunkowe odwiedziny po raz kolejny, a większość pozostałych także warta by była spojrzenia nań celem weryfikacji wcześniejszego sceptyzmu. Tak więc problem wyboru celu podróży nie dość, że pozostał to jeszcze mamy do czynienia z klęską urodzaju.

Tym razem wybierając miejsce docelowe podchodziliśmy bardzo ostrożnie do tematu. Główną przyczyną były nasze wątpliwej jakości przygody ze służbą zdrowia i walką o zdrowie syna. Niestety nie zawsze wszystko idzie jak z płatka i nie zawsze coś złego spotyka tylko kogoś w telewizorze…

DSCF1204

Socjalizm i jego związek z wakacjami

Mamy szczęście żyć w kraju, ba, na kontynencie o bardzo socjalistycznym ustroju. Rzecz jasna nazywa się to u nas kapitalizmem, ale chyba nie jeden twórca kapitalizmu w grobie się obraca słysząc o poziomie świadczeń socjalnych jakie są rozdawane na prawo i lewo na Starym Kontynencie. Nie to żebym miał coś przeciw, bo jako szary pracownik jestem beneficjentem takowych, w sumie to mógłbym nawet pójść o krok dalej i zapisać się do związków zawodowych ale chyba uczciwsze byłoby iść najzwyczajniej kraść. Przy tej drugiej opcji mógłbym co wieczór spoglądać bez odrazy w lustro. Jako, że godności osobistej mam dość sporo to żadnej z tych opcji nie wybiorę, tylko spokojnie pracować będę do 75. roku życia (pewnie parę razy jeszcze się przesunie wiek emerytalny). Co prawda marzy się nam wcielenie planu pięcioletniego jak to robią nasi serdeczni znajomi za wielką wodą. Ale dzięki socjalistycznym zarobkom pewnie potrwa to u nas do wspomnianego wieku emerytalnego.