Tag Archives: nowy jork

POL_8520

Będziesz to jadł?

Jak sie podróżuje w trzech chłopa to prawdopodobieństwo, że któryś jest głodny rośnie wykładniczo w miarę pokonanego dystansu. Na szczęście Nowy Jork ma na wyposażeniu setki (jak nie tysiące) mobilnych stanowisk z hot-dogami. Jako, że prawdziwi podróżnicy (znaczy my) mają obowiązek korzystania tylko z prawdziwych miejsc stołowania się prawdziwych miejscowych to uderzyliśmy do jednego z takich prawdziwych miejsc. Pominę milczeniem propozycje sprawdzenia jak jest w ichniejszym przybytku Rolanda McDonalda – wystarczylo bowiem postraszyć kolegę szejkiem bekonowym i root beer od Danny’s by przystał na propozycję stołowania się na ulicy.

Japko cz2 i 3 :) i czwarta ostatnia na doczepkę

Coby nie zanudzać kolejnymi odsłonami miasta, którego przecież nie lubimy:)

Tak więc wrzucamy razem resztę zdjęć z pobytu:
cz2.

Japko

Streszczając to co myślimy o tym mieście: nie lubie, nie lubie, nie lubie.

O tak po prostu za nic się nie mogę przekonać do tego miasta. Potwornie zakorkowane, znalezienie miejsca do zaparkowania (które kosztuje krocie za godzinę – jedna kroć = dycha) graniczy z cudem. Tłum ludzi jest wprost nie do opisania. Łażą i łażą zamiast posiedzieć w domu przed telewizorem. Na dodatek obowiązują zupełnie odmienne przepisy ruchu drogowego niż w innych miejscach w stanach -więc trzeba się przestawić z PrzechodniaSpacerowicza na PrzechodniaPróbującegoPrzeżyć.  Kondycja dróg przypomina tą z warszawskiego Śródmieścia – jednym słowem mogliśmy się poczuć jak w domu. Do tego wszystkiego smród, brud, żebracy i reklamy świetlne.
Pewnie w całym tym szaleństwie jest metoda jednak przeciskając się ulicami Manhattanu z dzieciakiem ciężko nam było ją odnaleźć.

Zapewne są dzielnice spokojniejsze i bardziej klimatyczne – jednak mając tylko 4 dni pozostaliśmy przy Manhattanie i Brooklynie, które tylko „wyrywkowo” zobaczyliśmy. A to co widzieliśmy pozwala nam autorytatywnie stwierdzić – Masz małe dziecko? Kochasz je? Nie jedź!
„Spacerując” po NY nietrudno zauważyć ogromny miks kulturowy, wszystkie rasy w jednym miejscu, wszystkie religie w najróżniejszych odcieniach, które bez większych zgrzytów współżyją ze sobą. Tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka. Wstyd się przyznać ale wciąż mamy odruch Polaka poza granicami kraju – to znaczy łepetyna nam się kręci wokół tułowia. Walczymy z tym i jest coraz lepiej choć łapiemy się na tym.

Jako, że jeździć się nie da – znaczy z samą jazdą nie jest najgorzej – tyle, że dobrze by było się zatrzymać u celu – a to nie jest możliwe z powodów opisanych w akapicie pierwszym – to jako środek transportu wybieraliśmy metro. Szybkie sprawne i równie syfiaste jak to w Paryżu 🙂 Co prawda w stolicy Francji byłem już ładnych parę lat temu ale wówczas wrażenie robiło przygnębiające. Londyńskie, meksykańskie, wiedeńskie czy berlińskie o warszawskim nie wspomnę biją na głowę pod względem czystości zarówno nowojorskie jak i to wcześniej wspomniane. Metro mocno zagmatwane bo i mapek niewiele, i oznaczenia raczej kiepskie, na dodatek zdarzyło się nam że “nie stanął” na naszej stacji – choć to może i dobrze bo była okazja zobaczyć coś spontanicznie 😀

Przy okazji podróży metrem podpatrzyliśmy i oferujemy się pomysł ten sprzedać dalej, najlepszy (bo najtańszy) sposób błyskawicznego zwiększenia linii metra w naszej stolicy. Wystarczy puścić po tych samych torach 3 linie:
A – turystyczną – staje wszędzie jak i ta dotychczasowa
B – ekspresową – 4 przystanki na całej trasie
C lub imienia jakiegoś radnego, który będzie umiał tak zachachmęcić, że linia B stanie obok bloku w którym okazyjnie kupił parę mieszkań na wynajem 😀