Tag Archives: patagonia

Wieże

są takie miejsca na świecie, które cieszą się szczególną popularnością wśród turystów. Jednym z nich jest Torres del Paine z kultowym masywem o tej samej nazwie. To nad planami tego parku narodowego i szlaków po nim poprowadzonych siedzieli niemal wszyscy pasażerowie naszego promu.
Najdogodniejszą bazą wypadową do tego masywu jest Puerto Natales. Miejscowość rzec można wietrzna (o czym traktowała nasza superprodukcja filmowa) i chyba w żadnej innej nie usłyszycie takich melodii wygrywanych na drutach rozpiętych między słupami, no i w żadnym innym nie wysuszycie prania w pół godziny.

Perito Moreno

Buenos Aires zajmuje powierzchnię 200km2 i mieszka w nim około 3mln osób (w tej części “miastowej”).  I niemal taką samą powierzchnię (choć populacja zdecydowanie mniejsza) zajmuje lodowiec Perito Moreno.  Jako  jeden z nielicznych na świecie dość żwawo się on porusza. A ponieważ lodowiec ten usytuowany jest tak a nie inaczej, to co jakiś czas (trudno podać jaki bo ostatnio stracił na regularności) dzieli on  Lago Argentina od Brazo Rico. Poziom wody tego drugiego bywa o 30 m wyższy niż jeziora Argentino. Samo zamknięcie Brazo Rico nie jest tak spektakularne jak towarzyszące “otwarciu” widowisko powstawania gigantycznych tuneli w lodowcu i późniejsze zawalenie się tej ściany. Niestety nam nie było dane tego oglądać – choć parę dziesięciopiętrowych odłamków lodowych wylądowało w jeziorze na naszych oczach.

Bryły lodu dryfują później pchane wiatrem (też wieje) w stronę bardziej suchych terenów Patagonii.

I to kolejny ewenement tych terenów. Okolice El Calafate, z którego jechaliśmy zobaczyć Perito Moreno uchodzą za dość suche – jest to wynikiem różnych dziwnych procesów meteorologicznych zachodzących nad Andami – coś się skrapla, coś ochładza, coś ogrzewa itd. Wszystkiego dowiedzieliśmy się od naszej hiszpańskojęzycznej przewodniczki więc nie wykluczone, że jest zupełnie na odwrót 🙂 Generalnie sprowadza się to do tego, że miasto i okolice są wysuszone, a tereny wokół lodowca na tyle rozmoknięte – że z naszej trasy alternatywnej do Perito nic nie wyszło – bo się rozpłynęła, a 40 minutowy trek wzdłuż jeziora okazał się półtoragodzinną walką z wiatrem i śniegiem z deszczem i kilkukrotnym przekraczaniu różnej maści strumyczków. Na szczęście gore-tex działał, a Marta dzielnie pomagała w nosidełku 🙂 i koniec końców dotarliśmy do lodowca.

Ruta de los Siete Lagos & Ruta 40

komentarz zbyteczny:

(prawie) wszystko w jednym

Pominiemy w tym wpisie kwestie podróżowania z Aerolineas Argentinas – bo chyba lepiej iść na piechotę, za to przejdziemy do najważniejszego:

Jak opisać to miasto?
trzeba wziąć spore krystalicznie czyste jezioro i wrzucić pomiędzy wysokie ośnieżone góry. Następnie bierzemy jakąś górską włoską miejscowość z jej architekturą i chaosem i wrzucamy na brzegi tego jeziora. Kolejny krok to zbieramy wszystkie małe manufaktury czekolady z Szwajcarii i upychamy je pomiędzy górskimi domkami.
Łączymy miejscowość z resztą kraju za pomocą jednej z najbardziej ciekawych widokowo dróg na świecie czyli Ruta 40.
To wszystko przyprawiamy argentyńskim asado podlanym winem. I mamy to: