Tag Archives: Polska

POL_8167

W kratkę (kraina)

Obiecałem sobie, że relacje z poprzednich wakacji skończę nim się kolejne rozpoczną…
Przed rodzinnymi udało się zdążyć, co prawda był jeszcze wyjazd służbowy ale jako taki po pierwsze primo się nie liczy a po drugie primo będzie o nim niedługo – przy okazji jako taka chronologia będzie zachowana.

Po całym tym narzekaniu na polskie wybrzeże wypada też uczciwie przyznać, że miejsc tam sporo takich, gdzie mimo wszystko warto pojechać i odpocząć od dzikiego tłumu się da (za to brzęczenie komarów nie ustaje). Co ważne od stolic tandety wszelakiej miejsca te są nie dalej jak kilkadziesiąt kilometrów – śmiało więc można plan krajoznawczy uskutecznić jednego dnia.

wersacze, rej ben i tag hoja

Kankikuła po polsku

No właśnie, dotarliśmy do celu.
Podróżując po Świecie zbieramy masę wspomnień i doświadczeń. Siłą rzeczy, w każdym kolejno odwiedzanym miejscu dostrzegamy coś spośród wcześniej widzianych miejsc.

Oczywiście można pisać, jak to zawsze szukamy czegoś nowego i unikamy niesprawiedliwych porównań. Tyle, że my mamy w nosie to czy porównanie jest sprawiedliwe czy też nie, z tym szukaniem czegoś nowego też różnie bywa… Za to przybywszy do Łeby mieliśmy nieodparte wrażenie, że już gdzieś to widzieliśmy – może nie dosłownie to samo ale klimat jakby podobny… Tylko gdzie?

Widząc setki szczęśliwych osób przemierzających główne arterie miasteczka nie można mieć wątpliwości. Jesteśmy w wakacyjnej stolicy naszego kraju.

frombork2

po drodze

Mazury zaskoczyły nas bardzo, głównie tym, że komarów było jak na lekarstwo, za to deszczu i szerszeni niezliczone ilości. W sumie to rozpogodziło się tylko na chwilę w Reszlu i kolejny raz na jednej z wycieczek rowerowych. Pozostały czas spędzaliśmy głównie na suszeniu przemoczonych elementów garderoby, tudzież opatrywaniu ran ciętych (kocim pazurem). Plus z obrażeń Marty taki, że chwilowo lobbowany jeszcze niedawno pomysł powiększenia inwentarza domowego o kotka – aka “sierściuch”,  został odłożony ad acta i nasza w tym głowa aby zbyt szybko nie wrócił na agendę.

Pozytywne zaś były doniesienia pogodowe znad pięknego polskiego morza. Gdy więc zakończył się agroturystyczny etap naszych wakacji, ruszyliśmy na północ. Metoda odnajdywania właściwej drogi jest u nas prosta. Najpierw jedziemy w dowolnym kierunku z obecnego miejsca przebywania jakieś 15km (najchętniej w stronę gdzie cywilizacja zanika), a następnie włączamy nawigację (mapy z brodą) i ustawiamy miejsce docelowe oraz najkrótszą trasę.

mazur ciąg dalszy

Far, far north (east)

W drogę

Nareszcie wakacje – znaczy leje

Plan jest prosty: parę dni na Mazurach, potem jodowanie nad morzem – po drodze chcemy coś niecoś zobaczyć.

Rowery na dach, trasa w GPS ustawiona na najkrótszą, bankomat, no i jakaś serio mapa pod ręką bo nawigacja to tylko tak na wszelki wypadek (jakby nie udało nam się zgubić inaczej)

kiedyś trzymali standard...

okolica

Bardzo blisko miejsca gdzie teraz mieszkamy (a jeszcze bliżej tego gdzie pewnie niedługo mieszkać będziemy), jest pewne małe muzeum Bardzo Ważnych Rzeczy.

Nigdy nie było okazji aby się tam pojawić. Przejeżdżając więc pewne dnia przez Otrębusy Marta krzyknęła: “Tato! stop! Co to za stary autobus?!” tak, tak, zdziwiło nas to bardzo – bo dotąd eR wymawiała jak eL – a tu taka zmiana. Miejsce, którym się zainteresowała to małe muzeum motoryzacji mieszczące się w tej podwarszawskiej miejscowości. Zainteresowanie autami może być zrozumiałe – bo robię wszystko by dziewczyna była z tych co raczej portki noszą, miast wszystkich różów i cekinów. Generalnie wychodzi to różnie – ale bez problemu odpytuje mnie z budowy samochodu/motocykla i na moje wymijające odpowiedzi zaraz strofuje – że np. skrzynia biegów służy do jechania szybciej wolniej, a nie jak próbuje jej wmówić do pompowania kół 🙂