Tag Archives: rapa nui

Wyspa Wielkanocna

Było tak:

za siedmioma morzami, za siedmioma górami w tak zamierzchłej przeszłości – gdy jeszcze nie znano telewizji (czarno-białej) – a fejsbuk kojarzył się angolom z obiciem komuś facjaty, na małej oceanicznej wyspie, której nazwy nie pamiętam żyły sobie zwaśnione klany.

Dla ułatwienia nazwijmy ich Kowalskimi i Nowakami. No więc, żyli sobie we względnej zgodzie (dopóty nie byli w zasięgu wzroku), mając w pamięci pewne rozróby z przeszłości (miedza i te sprawy).

Jednym słowem atmosfera była równie gęsta jak niedzielna zupa gotowana przez staruszki z wioski.

Kowalski Janek był królem w swojej wiosce, a Nowak Zdzisiek u siebie. Jak to zwykle bywa każdy z nich miał pociech bez liku, które to wałęsały się po okolicznych dżunglach – dla ułatwienia nazwijmy je lasami Sherwood.

Wyspa Świąteczna

Miało być o tym, jak drogie jest to miejsce i jak się tutaj wykorzystuje turystów (finansowo) itd… Ale jako, że blog powstaje z lekkim poślizgiem to następujące po Wyspie Wielkanocnej miejsca całkowicie zdeklasowały ją pod kątem kosztów. Co prawda jest tutaj drożej niż na stałym lądzie (południowoamerykańskim), ale nie są to jakieś zabójcze kwoty (choć z reguły x2). Co ciekawe w sklepach ceny mają charakter czysto umowny.

W skrócie lokales płaci zupełnie inną stawkę niż gringo – a ten z kolei jest dzielony na wiele różnych podkategorii, których przez cały pobyt nie udało się nam odkryć.
Oczywiście gringo Japończyk (o ile to gringo) płaci najwięcej, podobnie jak każdy niehiszpańskojęzyczny osobnik jaki tu zawitał. Inni uznaniowo, w zależności od widzimisia sprzedającego i kierunku wiatru danym dniu. Tak czy inaczej warto było zapytać parę osób w sklepie (z obsługi) o cenę danego produktu – nigdy nie usłyszeliśmy tej samej ceny 🙂

Za to nic nie stało na przeszkodzie powiedzieć pani w kasie, że na osoba na “warzywnym” mówiła o zupełnie innej kwocie co było zgodne z prawdą i powodowało zaoszczędzenie do 50% ceny.

No ale nie będziemy się rozwodzić w temacie wody za 10 czy 15 złotych czy obiadu za 50 bo nie mniejsze ceny funkcjonują nad polskim morzem w sezonie – czyli są “normalne”.

Wyspa sama w sobie jest niesamowicie malutka. Długość odcinków asfaltowych nie przekracza 60km, a z jednego końca na drugi jest nie więcej niż 25km (z grubsza). Dlatego wszystkie wypożyczalnie dają auto bez limitu kilometrów 🙂

To co rzuca się nam w oczy po wyjechaniu paru kilometrów za miasto to konie. Są ich setki, są wszędzie i mają absolutne pierwszeństwo (tak mniemamy z obserwacji)  na drodze. Nie jeden raz tylko moc naszego pojazdu uratowała nas przed zderzeniem (nie zdążyliśmy się rozpędzić) z jakąś Naszą Szkapą.

Wyspa Magiczna

Nim się zbierzemy za napisanie czegoś ciekawego (może być trudno w naszym wykonaniu) parę zdjęć z Wyspy Wielkanocnej. Parę ciekawszych nieco później…

Jednym zdaniem można ją podsumować tak:

– najbardziej magiczne miejsce na naszej dotychczasowej Drodze…