Tag Archives: USA

IMG_4306

way back

Widoki, na prawo, widoki na lewo, widoki na prawo, znów widoki na lewo, normalnie nudne się to robi. Na szczęście obraliśmy już kierunek powrotny, a nasza fantastyczna nawigacja (dla cierpliwych) starannie wytyczyła nam trasę przejazdu. W sumie zrobiła to w dość nieskomplikowany sposób dzięki czemu schemat dróg na dzień pierwszy i kawałek drugiego mieliśmy w jednym palcu.

UTH_2712

A więc po to tutaj przyjechaliśmy…

Narastający warkot nie nastrajał nas zbyt optymistycznie, jednak ślepa wiara w japońską mechanikę z czasów gdy samochód był samochodem a samuraj samurajem, a piwo miało w sobie chmiel i słód nie dopuszczała jednej z tych najbardziej katastroficznych projekcji zbliżającej się przyszłości.

Parliśmy przed siebie co rusz podkręcając radio (cymbał opracowujący sposób obsługi radia Pionner ma przechlapane u nas) i podziwiając widoki.

UTH_2203

nic nie może wiecznie trwać

nie, nie, nie, nie wracamy do domu… Znaczy jeszcze nie, po prostu przyszedł czas ruszyć się nieco dalej z naszej bazy w Moab. Jedynie słuszny kierunek na zachód spowodował  dodanie do listy kilku miejsc, które nie koniecznie są atrakcją wytłuszczoną w ukochanym LP…

Jednym słowem było od cholery piachu (także wpadającego w oczy razem z dość porywistym zefirkiem) i nieco mniej kilometrów do przejechania. Capitol Reef odpuściliśmy po drodze, bo wciąż pamiętaliśmy MCLS.

FUE_2177

Canyonlands cd.

Jak żyć? Klima wciąż działa…

FUE_1795

Potash road i inne słiczbeki w Canyonlands

Wczasy wczasami, awarie awariami, ale warto byłoby jednak ruszyć się z miejsca, zakomenderowałem, no i poszło nam jak zawsze tzn. błyskiem ciupagi.

– szybkie zakupy w supermarkecie (godzinka),

– jeszcze szybszy podjazd pod obiecaną wcześniej górkę, żeby pozbiegać z Martą (kolejna godzinka i dwukrotny stan przedzawałowy – górka była wysoka <jak na mój wiek>),

IMG_0310

Upss

… Serce mi stanęło na chwilę, muszę to przynać. Od razu rzuciłem się pod auto sprawdzić jak bardzo cieknie z miski olejowej…

… a tam się okazało, że prowizoryczny korek spustowy suchuteńki, a bliżej nieokreślony wyciek oleju był gdzieś bardziej z przodu, a i smak cieczy wypływającej jakiś, taki nie silnikowy (choć sam nie wiem na jakiej podstawie to stwierdziłem), jej konsystencja też jakaś taka niezbyt rzadka, więc hamulce powinny działać, a układ chłodniczy chłodzić. Podejrzenie padło na układ wspomagania kierownicy i po odpaleniu auta okazał się to strzał w dziesiątkę. Znaczy kierownica zaczęła pracować z coraz większym oporem. Nim zjechaliśmy na dół mieliśmy już pojazd bez tego wspomagacza, mogłem więc sobie wyobrazić jak to drzewiej bywało jak się miało za zadanie manewrować np. Jelczem bez serwo.

Jeśli ktoś miał okazję jechać autem tej wielkości (2,5 tony), na takich oponach (275mm szerokości) to wie o czym piszę.

IMG_3770

To samo ale z innej strony

Rozpisaliśmy się o pogodzie, drodze i n-tej wizycie w Arches a przecież nie to jest główny powód naszej wizyty.

Po co więc ciągnęliśmy tutaj tego starego landcruisera, przepraszam Lexusa? Ach tak miał być ofrołd, a my super doświadczeni w tej dyscyplinie (pierwszy wyjazd tego typu), czerpać mieliśmy przyjemność z odkrywania nowej formy spędzania czasu.

Żeby więc posiąść nieco wiedzy na temat najciekawszych kierunków, zaopatrzyliśmy się w zestaw map i książek, które po tym świecie niedostępnym dla Dodga z wypożyczalni, nas oprowadzą. Mapy i lokalne przewodniki to jedna z kilku rzeczy jakie zwykliśmy przywozić ze sobą z wyjazdów. Rośnie nam sterta papierów w domu, ale co zrobić jak to silniejsze od nas. A i miło popatrzeć w taką mapę już po powrocie, pochwalić się znajomym, wiem wiem – można by to było zrobić przez jakieś Endomondo wtedy cały świat wirtualnych znajomych dowiedziałby się o naszych wyczynach, ale my (zwłaszcza głowa rodziny) ludźmi starszej daty jesteśmy, a GPS czy mapy w smartfonie, choć pomocne nie dają tyle radości co płachta papieru.

IMG_3848

Arches – ile razy nas jeszcze zadziwi?

Tuż po przyjeździe do Moab zadekowaliśmy się do jednego z moteli blisko centrum, co prawda nie serwowali śniadań jakie to zwykle są na wyposażeniu takich przybytków (zdjęcie poglądowe poniżej), ale było blisko do jadłodajni z prawdziwym jedzeniem.

IMG_3649

Nareszcie Utah

dzień dziewiąty – nie wiemy czy klima działa – bo warunki pozwalają nam testować ogrzewanie (nagrzewnica na tył działa), oleju nie ubywa, spalanie w normie, na zaśnieżonej i oblodzonej autostradzie przez Góry Skaliste, auto jedzie jak czołg, większość zakłada łańcuchy, my zdejmujemy nogę z gazu.

dzień dziesiąty

IMG_4875

Pikes peak czyli nie do konca spelnione marzenie

Choć konkretnego planu na to miejsce nie udało się nam nakreślić to jednak w głowie było kilka pomysłów na to co chcielibyśmy zrobić. Jednym z nich był wjazd na szczyt jednej z gór otaczających Colorado Springs. Pikes Peak bo tak się owa zwie służy jako arena corocznego wyścigu Hill Climb – jednego z najsłynniejszych górskich wyścigów. Już oczami wyobraźni widziałem naszego Lexa idącego pełnym pałer-slajdem od winkla do winkla, ja wychylony za burtę filmujący prawe przednie koło, małżonka zapinająca kontre za kontrą i